Młody, zostajesz czy wyjeżdżasz z Nowego Sącza?
Czy Nowy Sącz traci swoje młode pokolenie? Takie pytanie trzeba otwarcie postawić. Czy Nowy Sącz i cała Sądecczyzna stają się miejscem, które młodzi traktują jak przystanek w drodze do lepszego życia? A może to właśnie tutaj czeka przyszłość, której nie dostrzegamy, patrząc w stronę Krakowa, Warszawy czy nawet emigracji na Zachód? Każdego roku kolejne roczniki maturzystów, studentów i młodych pracowników stają przed dylematem: zostać w Nowym Sączu, na Sądecczyźnie, czy szukać szansy gdzie indziej?
Nowy Sącz to miejsce, które można kochać, ale… Nowy Sącz to miasto, które ma swoją duszę. Ulice tętnią historią, rynek jest jednym z najpiękniejszych w Małopolsce, a Beskid Sądecki oferuje jedne z najlepszych widoków w kraju. Jest blisko do natury, blisko do gór, a jednocześnie do dużych miast, takich jak Kraków. Na pozór wydaje się, że jest wszystko, czego potrzeba do życia.
Tylko że młody człowiek nie żyje samym pięknem krajobrazu. Szuka pracy, perspektyw, możliwości rozwoju. I tu zaczynają się schody…
Ważna sprawa to praca po szkole, studiach. Ale jaka praca? Nie oszukujmy się – rynek pracy w Nowym Sączu nie oferuje tego, co Kraków czy Warszawa. Jasne, są rodzinne biznesy, są firmy, które przyciągają pracowników, ale dla ambitnych, którzy chcą rozwijać się w nowoczesnych branżach, często brakuje miejsc. Programiści, specjaliści od marketingu, ludzie kreatywni – jeśli chcą rozwijać skrzydła, wcześniej czy później rozglądają się za większymi miastami.
Jasne, Sądecczyzna to podobno „zagłębie milionerów”. Mamy Newag, Fakro, Wiśniowski, Koral – wielkie marki, które zbudowały swój sukces w Nowym Sączu. Ale czy one są w stanie zapewnić różnorodność miejsc pracy dla wszystkich młodych ludzi? Nie każdy chce być inżynierem czy specjalistą od produkcji. A jeśli nie ma się znajomości i nie pochodzi z odpowiedniej rodziny, możliwości są jeszcze bardziej ograniczone.
Kolejna sprawa to, życie kulturalne, rozrywkowe, w tym życie nocne.
Każdy, kto spędził w Nowym Sączu więcej niż kilka lat, wie, że po godzinie 22 miasto zamiera. Miejsca, w których można spotkać się wieczorem, policzyć można na palcach jednej ręki. Koncerty? Imprezy? Jasne, od czasu do czasu coś się dzieje, ale to wyjątek, a nie reguła. Jeśli ktoś chce żyć pełnią życia, mieć dostęp do różnorodnych wydarzeń kulturalnych, festiwali, nowoczesnych klubów – niestety, ale Kraków czy Warszawa biją Sądecczyznę na głowę.
No i ważna sprawa: mieszkania, kredyty. Wszystko jest drogie i w zasadzie niedostępne. Paradoksalnie, nawet jeśli ktoś chce zostać, to napotyka na kolejną przeszkodę: ceny mieszkań. Cena za metr kwadratowy mieszkania w Nowym Sączu wynosi około 8 tys, podczas gdy w Krakowie ceny to minimum 11 tys. zł za metr. W Sączu nie jest tanio. W Krakowie są jednak większe perspektywy, nie tylko zawodowe.
Co można zrobić? Czy Nowy Sącz i cała Sądecczyzna mogą stać się miejscem, które przyciągnie młodych ludzi, zamiast ich wypychać? Potrzebna jest konkretna strategia.
Więcej inwestycji w nowoczesne branże – IT, start-upy, przemysł kreatywny. Lepsza infrastruktura kulturalna – więcej koncertów, wydarzeń, przestrzeni do spędzania wolnego czasu. Tańsze mieszkania i lepsze warunki dla młodych ludzi – ulgi podatkowe, wsparcie samorządowe.
Jeśli nic się nie zmieni, Nowy Sącz stanie się miastem, w którym młodzi tylko dorastają, by potem spakować walizki i wyjechać. I to nie dlatego, że chcą – ale dlatego, że nie mają innego wyboru.
Można wziąć udział w sondażu na ten temat.