Czy szkoła powinna weryfikować, czy uczniowie korzystają ze sztucznej inteligencji przy odrabianiu prac domowych?
Nowe technologie stały się codziennością uczniów. Sztuczna inteligencja, chatboty, platformy edukacyjne, aplikacje – wszystko to miało być wsparciem w nauce. Tymczasem coraz częściej zaczyna ją… zastępować. Zadania domowe, prezentacje, projekty – wszystko to można dziś wygenerować w kilka sekund. I wielu uczniów z tej możliwości korzysta. Tylko czy na pewno chodzi jeszcze o naukę?
Coraz częściej zdarza się, że uczeń oddaje perfekcyjnie napisane wypracowanie – bez błędów, z piękną składnią, idealnie trafione w temat. A jednocześnie ten sam uczeń nie potrafi powiedzieć dwóch zdań na temat pracy, którą „odrobił”. Czy nauczyciel ma w takiej sytuacji prawo zapytać: „kto naprawdę to napisał”? Czy szkoła w ogóle powinna się tym zajmować? Czy warto weryfikować, czy uczeń korzystał z AI, czy nie?
To pytanie budzi emocje. Bo z jednej strony mamy postęp, który jest nie do zatrzymania. Sztuczna inteligencja to narzędzie – jak kalkulator, komputer czy encyklopedia. Wiele osób uważa, że trzeba uczyć się z niej korzystać, a nie z nią walczyć. I coś w tym jest. Bo AI to też ogromna szansa – potrafi tłumaczyć, podpowiadać, rozwijać, inspirować. Ale tylko wtedy, gdy uczeń pracuje z nią, a nie zamiast niej.
Z drugiej strony mamy rzeczywistość, w której wielu uczniów traktuje AI jako wygodną drogę na skróty. Nie po to, by coś zrozumieć – tylko po to, by mieć gotowe. A jeszcze większym problemem stają się oczekiwania – że skoro tekst jest perfekcyjny, to musi być celująca ocena. Nawet jeśli uczeń nie rozumie połowy słów, których użył. I jeszcze gorzej, gdy do tej narracji dołączają rodzice: roszczeniowi, przekonani, że skoro zadanie jest „bezbłędne”, to nauczyciel nie ma prawa go kwestionować.
W tym wszystkim szkoła stoi na rozdrożu. Bo jak reagować? Z jednej strony nie chce być policjantem ani detektywem. Z drugiej – nie może przyklepywać fikcji i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie chodzi przecież o to, by karać za każde użycie AI, tylko by odróżnić mądre wsparcie od całkowitego zastąpienia ucznia maszyną.
Może czas, by szkoły zaczęły szukać jasnych zasad? By nie było już sytuacji, w których jedna klasa funkcjonuje jak strefa wolna od AI, a w drugiej uczniowie oddają generowane teksty bez refleksji i rozmowy. Może warto zacząć od warsztatów – dla uczniów, ale i rodziców. O tym, jak korzystać z AI, jak nie zatracić samodzielności, jak wrócić do sensu nauki: do myślenia, rozumienia, pytania.
Bo prawdziwa edukacja nie polega na tym, że ktoś coś oddał. Tylko na tym, że coś zrozumiał. I dopóki tego nie rozumiemy – dopóty szkoła będzie się coraz bardziej zbliżać do świata, w którym uczą się maszyny, a ludzie tylko klikają „wyślij”.
Zapraszamy do wzięcia udziału w tym sondażu.