Czy powinna wrócić obowiązkowa zasadnicza służba wojskowa w Polsce?
To pytanie coraz częściej pojawia się w debacie publicznej – nie tylko wśród polityków czy ekspertów, ale także wśród młodych ludzi. Wojna znów jest obecna w Europie. Za naszą wschodnią granicą toczą się realne walki, a my – choć bezpieczni – zaczynamy się zastanawiać, co by było, gdyby ten spokój został nagle przerwany. Strach miesza się z poczuciem bezradności, a temat wojska powraca w nowym kontekście: nie tylko jako zawód, ale jako możliwy obowiązek.
Młode pokolenie nigdy nie przeżyło masowego poboru do wojska. Nie pamięta ani zimnych koszar, ani musztry, ani wojska jako obowiązkowego rytuału dorosłości. Dla dzisiejszej młodzieży służba wojskowa to coś z opowieści ojców lub dziadków, a nie realna perspektywa. A jednak, wobec rosnącego zagrożenia, coraz więcej osób zadaje sobie pytanie: czy nie powinniśmy wrócić do modelu, w którym każdy obywatel – niezależnie od planów na życie – choć przez chwilę zakłada mundur i uczy się bronić Ojczyzny?
Zwolennicy powrotu obowiązkowej służby wojskowej nie mają wątpliwości. Ich argumenty są konkretne: Polska musi być przygotowana. Jeśli chcemy pokoju, musimy być gotowi na wojnę. W ich oczach młodzież bez przeszkolenia to społeczeństwo nieodporne, podatne na panikę i bezradne wobec zagrożeń. Pokazują przykłady z północy Europy: Finlandię, Szwecję, Szwajcarię. W tych krajach przeszkolenie wojskowe – choćby krótkie – jest normą. Ludzie wiedzą, gdzie są najbliższe schrony, mają przygotowane plecaki ewakuacyjne, wiedzą, jak reagować w sytuacji kryzysu. A my? Znamy raczej tylko uczucie strachu, który paraliżuje i odbiera rozsądek. Strach, który może być groźniejszy niż sam wróg.
Zwolennicy przypominają też, że obowiązkowa służba to nie tylko ćwiczenia wojskowe. To także szkoła życia – dyscyplina, odpowiedzialność, umiejętność współpracy. Mówią o patriotyzmie, który nie wyraża się tylko słowem, ale i czynem. Wreszcie – wskazują na kryzys kadrowy w armii. Brakuje chętnych do służby zawodowej. Młodzi po szkole średniej rzadko wybierają mundur. A co, jeśli zabraknie żołnierzy? Kto stanie w obronie kraju, gdyby doszło do najgorszego?
Przeciwnicy obowiązkowego poboru widzą to inaczej. Ich głos to ostrzeżenie: przymus może zniszczyć to, co najcenniejsze – autentyczną motywację. Młodzież, która zostanie zmuszona do służby, będzie szukać sposobów na uniknięcie jej. Odruch buntu wobec nakazu to nie kwestia braku patriotyzmu, ale potrzeba samostanowienia. A przecież służba wojskowa, by miała wartość, musi wynikać z wewnętrznego przekonania, a nie z przymusu.
Wskazują też na nowoczesne formy obrony. Dzisiejsza wojna to nie tylko karabin i okop, ale także cyberprzestrzeń, drony, technologia. Współczesna obrona to nie tylko siła fizyczna, ale także umysł, analiza, zdolność szybkiego reagowania. Przeciwnicy przymusu proponują zatem model elastyczny: dobrowolne, ale dobrze promowane szkolenia, krótsze kursy dla ochotników, edukację obronną w szkołach i rozwój kompetencji nie tylko wojskowych, ale i obywatelskich.
W tle tej debaty pojawia się jeszcze jedno pytanie: czy my – jako społeczeństwo – naprawdę przygotowujemy się na trudne czasy? Czy tylko mówimy o zagrożeniach, a realnie robimy niewiele? Jeśli chcemy żyć w bezpiecznym kraju, musimy zadać sobie trud rozmowy o tym, czym jest współczesna obrona, jakie formy może przyjmować i kto powinien ją realizować.
Młodzież potrzebuje nie tylko nakazów, ale przede wszystkim wiedzy, inspiracji i poczucia sprawczości. Nie chodzi o to, by wszystkich ubierać w mundur. Chodzi o to, by każdy młody człowiek wiedział, jak w razie zagrożenia zachować się odpowiedzialnie – i miał poczucie, że jego głos w tej sprawie ma znaczenie.
Można zabrać głos w tej sprawie uczestnicząc w SONDAŻU.