Czy głos mieszkańców powinien być warunkiem uruchomienia projektu osiedlowego?
„Projekt osiedlowy” to rzeczy bliskie codzienności: boisko przy szkole, stojaki rowerowe, nowe oświetlenie ścieżki, zmiana parkowania na ulicy, plac zabaw, nasadzenia drzew, siłownia plenerowa, mural, harmonogram koszeń. Część zadań jest obowiązkowa (awarie, bezpieczeństwo, wymogi prawa) i nie czeka na opinię — tu liczy się czas. Spór dotyczy sfery fakultatywnej, gdzie wybór nie jest oczywisty, a skutki dotykają różnych grup: rodziców, seniorów, kierowców, pieszych, uczniów i studentów.
Zwolennicy opcji A mówią: konsultacje przed decyzją uruchamiają wiedzę lokalną. Mieszkańcy wiedzą, gdzie robi się kałuża, gdzie brakuje lampy, którędy dzieci faktycznie chodzą do szkoły. Krótki proces — mapa online, spacer, ankieta na osiedlu — pozwala uniknąć błędów i daje legitymację wyboru. Dla młodych ważny jest efekt uboczny: rośnie poczucie wpływu. Jeśli boisko, stojaki czy ławki powstały po dyskusji, łatwiej je potem utrzymać i chronić. Minusy są realne: ryzyko niskiej frekwencji, przewagi krzykliwej mniejszości, opóźnienia przy sporach. Potrzebne są więc proste ramy: z góry znany czas konsultacji, jasny katalog spraw (zieleń, rekreacja, organizacja ruchu lokalnego, estetyka) i czytelne wyłączenia (awarie, bezpieczeństwo, zadania ustawowe).
Zwolennicy opcji B odpowiadają: priorytetem bywa spójność i szybkość. Ratusz i rada widzą cały budżet, kolejki projektów i ograniczenia prawne. Krótkie decyzje bez obowiązkowych konsultacji dają płynność: mniej przestojów, mniejsze koszty przygotowań, łatwiejsza koordynacja z inwestycjami w sąsiedztwie. W tym ujęciu głos mieszkańców pojawia się później — przy koncepcji — jako korekta szczegółów, a nie hamulec na starcie. Minusy? Słabsze poczucie współwłasności, większa szansa na konflikt na etapie realizacji („dlaczego tu, a nie 100 metrów dalej?”), ryzyko, że przeoczy się potrzeby użytkowników, zwłaszcza młodych.
W tle są napięcia, które młodzi znają z praktyki. Skate-spot kontra nowe miejsca postojowe. Drzewa kontra szybkie koszenie. Cisza nocna kontra plenerowy koncert. Konsultacje z definicji nie spełnią wszystkich oczekiwań, ale mogą uporządkować spór: pokazać koszty stałe, wpływ na ruch, na zieleń, na bezpieczeństwo. Brak konsultacji upraszcza procedurę, lecz przenosi spór na moment, gdy koparka już stoi na placu.
Kluczowy jest dobór tematów. Konsultować warto to, co ma wiele równorzędnych wariantów i dotyczy użytkowania przestrzeni: przebieg drogi dla rowerów, standard oświetlenia ścieżki, lokalizacja ławek, forma zieleni (łąka czy krótki trawnik), strefa „tempo 30”, zasady wydarzeń plenerowych. Nie konsultować trzeba tego, co musi się wydarzyć: usunięcie kolizji, naprawa nawierzchni po awarii, wymogi przeciwpożarowe. Taka granica chroni i czas, i sens pytania.
Dla młodych liczy się także dostęp do decyzji. Głos od 15. roku życia, punkty głosowania w szkołach, ankiety przy boiskach i na uczelni — to drobne zmiany, które realnie poszerzają udział. Ważne, by forma była lekka: mapa z pinami, krótka ankieta, spacer z notatkami, podsumowanie w 1–2 akapitach. Ciężkie raporty rzadko budują zaufanie; działa raczej krótka odpowiedź „co zrobiono z Waszymi uwagami”.
Opcja A stawia więc na włączenie przed decyzją: więcej pracy na początku, mniej sporów na końcu. Opcja B — na decyzyjność i tempo: szybciej na starcie, większe ryzyko korekt w trakcie. Żadna z dróg nie jest „zła z definicji”. Wybór pokazuje, co w Nowym Sączu ma mieć pierwszeństwo przy sprawach fakultatywnych: wcześniejszy głos użytkowników przestrzeni czy koncentracja decyzji w procedurze urzędowej z późniejszym dopracowaniem szczegółów.
Zachęta do udziału w sondażu: wskazanie A lub B, z krótkim uzasadnieniem, pozwoli doprecyzować katalog spraw do konsultacji na osiedlach i proste zasady, które nie spowolnią działań, a jednocześnie dadzą czytelny wpływ tym, którzy z przestrzeni korzystają na co dzień.