Czy w Nowym Sączu wycinka dojrzałych drzew powinna być ostatecznością?
W Nowym Sączu co sezon wracają te same skargi: zimą smog i zastoje powietrza, latem rozgrzane chodniki i place, na których trudno wytrzymać w pełnym słońcu. W tle pojawia się pytanie, czy nie jest tak, że sami odbieramy sobie najprostsze, naturalne rozwiązania — cień i filtr powietrza, które zapewniają drzewa.
Skale ubywania drzew w Nowym Sączu ukazuje konto na Instagramie o nazwie „tedrzewa” gdzie opublikowywane są zdjęcia znanych nam miejsc w Nowym Sączu z teraz i z przed kilku lat. Można zauważyć na tych zdjęciach to, że w zdjęciach z 2025 roku można zauważyć mniejszą ilość albo całkowity brak drzew które kiedyś tam rosły.
Zwolennicy silniejszej ochrony zieleni przypominają, że dojrzałe drzewo to nie tylko „ładny widok”. To realna usługa na rzecz miasta: obniżanie temperatury ulic i podwórek, retencja wody po ulewach, wychwytywanie pyłów i części spalin, tłumienie hałasu, siedliska dla ptaków i owadów. Do tego dochodzi aspekt zdrowia psychicznego i zwykłego komfortu życia: przy drzewach spacer trwa dłużej, dzieci częściej bawią się na zewnątrz, seniorom łatwiej przejść kilka przecznic. W skrócie — drzewa pracują dla miasta przez cały rok, a ich „efekt chłodzący” i „efekt filtrujący” są największe tam, gdzie korony są duże i ciągłe, a nie pojedyncze i młode.
Pojawiają się jednak kontrargumenty. Utrzymanie zieleni to koszt i odpowiedzialność: chore lub źle posadzone drzewa mogą zagrażać bezpieczeństwu, korzenie potrafią niszczyć nawierzchnie, a inwestycje drogowe i budowlane wymagają miejsca na infrastrukturę. W takich sporach łatwo o pośpiech: „wyciąć teraz, nasadzić później”, nawet jeśli „później” oznacza dekady czekania na porównywalny cień. Trudno też oczekiwać, by każde drzewo ocalało — pytanie dotyczy standardu postępowania: kiedy wycinka jest rzeczywiście konieczna, a kiedy jest tylko najprostszą metodą „uporządkowania terenu”.
W ostatnich latach wielu mieszkańców zwraca uwagę na ubytki zieleni w znanych miejscach — porównywane są zdjęcia „kiedyś i dziś”, także w mediach społecznościowych. Takie zestawienia bywają uproszczeniem, ale uruchamiają ważny namysł: czy bilans miejskiej zieleni faktycznie się poprawia, czy tylko „papierowa kompensacja” przykrywa realne straty dojrzałych koron. Młode nasadzenia są potrzebne, lecz nie zastąpią w krótkim czasie drzew, które przez kilkadziesiąt lat budowały mikroklimat ulicy.
Pole do porozumienia istnieje. Po pierwsze — lepsza ochrona i pielęgnacja drzew zdrowych: przeglądy wykonane z wyprzedzeniem, cięcia sanitarne zamiast „dla świętego spokoju”, projektowanie chodników i miejsc parkingowych tak, by korzenie miały przestrzeń i wodę. Po drugie — sadzenia w miejscach, gdzie efekt będzie największy: przy ruchliwych ulicach, na „wyspach ciepła”, na placach bez cienia. Po trzecie — jawność decyzji: uzasadnienia wycinek dostępne publicznie, informacja o rzeczywistych zastępstwach (gatunek, obwód, lokalizacja), monitoring przeżywalności nowych nasadzeń. Po czwarte — projektowanie zieleni razem z mieszkańcami: konsultacje co do gatunków, miejsc, łączenia drzew z małą retencją, łąkami kwietnymi czy parkletami.
Udział w sondażu pozwoli ocenić, jaką politykę zieleni oczekują mieszkańcy: zachowawczą i chroniącą dojrzałe korony wszędzie, gdzie to możliwe, czy bardziej elastyczną, z większym marginesem dla inwestycji. Wyniki mogą stać się punktem wyjścia do miejskiego standardu: „najpierw cień i retencja, potem beton”, albo odwrotnie — i będą sygnałem, czy Nowy Sącz chce mierzyć jakość przestrzeni publicznej liczbą miejsc parkingowych, czy raczej ilością chłodnego cienia w lipcu.