Czy bezpośredni dialog młodzieży z lokalnymi władzami, prowadzony w szkołach, może realnie wpłynąć na zatrzymanie młodych ludzi w regionie?
Tak, ale pod jednym warunkiem: że nie skończy się na pustych gestach i rozmowach, które nic nie zmieniają. Spotkanie z radnym w szkole nie może być tylko grzeczną pogadanką, po której wszyscy rozchodzą się do domów z poczuciem straconego czasu. Jeśli naprawdę chcemy coś zmienić, to takie spotkania muszą być początkiem realnego działania, a nie końcem dialogu.
Dziś młodzi mają minimalny udział w życiu społecznym – zarówno lokalnie, jak i w skali kraju. Owszem, organizuje się szkolne projekty, młodzieżowe inicjatywy, fora i rady. Ale często wszystko kończy się na papierze. Brakuje przełożenia na konkret, brakuje ciągłości. A przecież to nie jest tak, że młodzież nie chce działać. Problem w tym, że bardzo często czuje, że nie ma po co – że ich głos i tak niczego nie zmieni.
Tymczasem sytuacja młodych ludzi na Sądecczyźnie – w Grybowie, ale też w Starym Sączu, Piwnicznej, Korzennej, Łącku i innych gminach jest nienajlepsza. Kończymy szkoły, zdobywamy zawody, w które inwestują nauczyciele i rodzice, a potem… uciekamy. Do Krakowa, do Wrocławia, za granicę. A przecież to tutaj się wychowaliśmy, tutaj budowaliśmy relacje, tutaj jesteśmy u siebie. Tylko że nie widzimy tu dla siebie miejsca. Bo nie ma mieszkań, nie ma dobrze płatnej pracy, nie ma realnych perspektyw. To nie zniechęcenie – to rozpaczliwy wybór. I jeśli ktoś chce to zmienić, to właśnie teraz jest ten moment, żeby zacząć od rozmowy.
Dlatego tak – zapraszanie radnych do szkół ma sens. Ale nie jako miła inicjatywa, tylko jako zalążek programu. Spotkania powinny prowadzić do czegoś więcej: do wspólnego tworzenia strategii. Strategii ukierunkowanej na młodych obywateli, ich potrzeby, ich pomysły i ich marzenia. Młodzież nie potrzebuje kolejnego projektu „na aktywizację”. Potrzebuje szansy i zaufania. Potrzebuje konkretnego planu na to, jak żyć i rozwijać się tu, gdzie się urodziła.
Można przecież wyobrazić sobie współpracę lokalnych władz z przedsiębiorcami – tworzenie osiedli komunalnych, które zapewniłyby młodym ludziom warunki do startu. Mieszkanie w pakiecie z pracą. Realny program „praca i mieszkanie dla młodych z regionu”. To nie jest science fiction. To kwestia dobrej woli, rozmowy i długofalowego myślenia. I tak, to wszystko mogłoby zacząć się od szkolnej debaty.
Tylko że z debaty muszą wynikać decyzje. Inaczej to wszystko nie ma sensu. Młodzi są zmęczeni projektami, które kończą się na etapie plakatów i folderów. Potrzebują działań, które będą trwały latami. Takich, które zaowocują prawdziwym wpływem – na politykę lokalną, na edukację, na rynek pracy.
Warto, żeby młodzież miała poczucie, że ktoś przed nimi to wymyślił i zbudował. Że tu jest sens, że można się zaangażować, zostać i działać. Może wtedy okazałoby się, że nie warto wyjeżdżać. Że Sądecczyzna nie musi być tylko miejscem dzieciństwa, ale też miejscem dorosłości. Miejscem życia.
Zachęcamy do wzięcia udziału w sondażu.