Czy prawo do głosowania powinno być obniżone do 16. roku życia?
To pytanie budzi emocje niemal wszędzie tam, gdzie demokracja opiera się na zasadzie: jeden obywatel, jeden głos.
W Polsce temat ten pojawia się co jakiś czas, najczęściej jako polityczna ciekawostka lub „propozycja dla odważnych”. Ale czy naprawdę jest to aż tak radykalna idea? A może problem leży nie w samej idei, lecz w naszym wyobrażeniu o tym, kto zasługuje na miano „dojrzałego obywatela”?
Zacznijmy od faktów: w wielu krajach głosować można już od 16. roku życia. Austria wprowadziła to rozwiązanie w 2007 roku, a przykład poszły m.in. Niemcy (w wyborach lokalnych), Malta czy Szkocja. Tam młodzi ludzie nie tylko głosują, ale też aktywnie uczestniczą w debacie publicznej, a ich frekwencja nierzadko przewyższa zaangażowanie starszych pokoleń. Więc dlaczego w Polsce mielibyśmy się tego bać?
Przeciwnicy obniżenia wieku wyborczego argumentują, że 16-latkowie są zbyt niedojrzali emocjonalnie, podatni na manipulację i nie mają wystarczającej wiedzy o polityce. Czy rzeczywiście tak jest? Tylko że ten sam argument można odnieść do sporej części dorosłych wyborców, którzy głosują pod wpływem emocji, sloganów czy nawet… memów.
Demokracja nigdy nie była systemem, który przyznaje prawo do decyzji wyłącznie „ekspertom od polityki”. Chodzi w niej o coś więcej – o prawo do głosu, który odzwierciedla różnorodność społeczeństwa.
Młodzież z Sądecczyzny i całej Polski to pokolenie, które dorastało w dobie internetu, globalnych kryzysów i politycznych zawirowań. To nie są dzieci żyjące w bańce własnego podwórka. Wiedzą, czym jest zmiana klimatu, jak działa Unia Europejska, rozumieją mechanizmy fake newsów i manipulacji w mediach lepiej niż niejedna dorosła osoba. Więc dlaczego mieliby czekać do 18. roku życia, żeby mieć wpływ na rzeczywistość, w której żyją już teraz?
Zwolennicy obniżenia wieku wyborczego mówią wprost: jeśli 16-latkowie mogą pracować, płacić podatki, odpowiadać karnie za swoje czyny, to dlaczego nie mogą głosować? Czy odpowiedzialność obywatelska nagle „włącza się” z dniem osiemnastych urodzin? A może raczej dojrzewa w młodych ludziach stopniowo, razem z doświadczeniem i refleksją nad otaczającym światem?
Ale jest też druga strona medalu. Obniżenie wieku wyborczego to nie tylko prawo do głosowania – to także odpowiedzialność. Czy nasze szkoły rzeczywiście przygotowują młodych ludzi do świadomego uczestnictwa w życiu publicznym?
Czy edukacja obywatelska to coś więcej niż kilka suchych lekcji o trójpodziale władzy? Bez realnej reformy systemu edukacji ten pomysł mógłby okazać się pustym gestem. To pewne, że trzeba lepiej edukować obywatelsko, także w naszych sądeckich szkołach.
Można wziąć udział w sondażu, aby zabrać głos w tej sprawie.