Czy program edukacji obywatelskiej dla młodzieży w sądeckich gminach powinien być systemowo organizowany – i czy może się udać?

 

Co jakiś czas powraca temat, że młodzież nie interesuje się sprawami publicznymi. Że nie zna swoich praw, nie rozumie działania samorządu, nie angażuje się w życie lokalne. Ale czy naprawdę chodzi o brak zainteresowania – czy raczej o brak możliwości, przestrzeni i sensownego wsparcia? 

Na Sądecczyźnie brakuje dziś stałej, dostępnej dla wszystkich formy edukacji obywatelskiej. Uczniowie dowiadują się, czym jest demokracja i jak działa państwo głównie z podręczników, często bez kontaktu z realnym życiem publicznym. A przecież wielu z nich ma poglądy, pytania, chce zabrać głos – tylko nie bardzo wie, jak i gdzie. 

Dlatego coraz częściej pojawia się postulat, by edukację obywatelską organizować systemowo – nie jako jednorazowy projekt, ale jako stały program w gminach, szkołach i instytucjach. Taki, który byłby osadzony lokalnie, oparty na współpracy z władzami, organizacjami społecznymi i samymi uczniami. Program, który nie tylko uczy, jak funkcjonuje samorząd, ale też daje przestrzeń do działania: symulacje obrad, młodzieżowe rady, kampanie społeczne, spotkania z urzędnikami, konsultacje decyzji. 

Zwolennicy mówią: to absolutna konieczność. Żeby wychować obywatela, trzeba dać mu szansę na bycie obywatelem, zanim skończy 18 lat. Jeśli młodzież nie nauczy się mówić o swoich sprawach, nie będzie wiedziała, jak to robić, gdy będzie mogła głosować. Dobrze zaprojektowany program obywatelski może budować odpowiedzialność, świadomość, a także zaufanie – do instytucji i między pokoleniami. I co ważne – nie musi być drogi. Wystarczą czas, pomysł i konsekwencja. 

Ale nie brakuje też głosów sceptycznych. Niektórzy uważają, że to pomysł zbyt ambitny. Że brakuje nauczycieli, którzy mieliby kompetencje i czas, by prowadzić takie zajęcia. Że młodzież nie chce się angażować, że będzie to kolejny martwy zapis w statucie szkoły lub gminy. Że w praktyce wszystko sprowadzi się do „ładnych spotkań” i pustych deklaracji. Krytycy twierdzą, że młodzi i tak nie mają realnego wpływu na decyzje – więc dlaczego mieliby uczyć się o czymś, co i tak ich nie dotyczy? 

Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku. Edukacja obywatelska nie zmieni rzeczywistości od razu. Ale może być początkiem zmiany – pod warunkiem, że zostanie potraktowana poważnie. Nie jako szkolny dodatek, ale jako inwestycja w lokalną wspólnotę. 

Dlatego pytamy dziś o więcej niż tylko szkolny program. Pytamy o zaufanie do młodzieży. O przekonanie, że warto wspólnie rozmawiać o prawach, obowiązkach, wspólnym życiu. I o to, czy da się to zrobić – naprawdę.

Weź udział w sondażu i wyraź swoje zdanie. 

0
0

Poprawa dostępności strony