Czy starsze pokolenia czują, że młodzież ich szanuje, a młodzi – że mogą się od starszych czegoś nauczyć?
W świecie przyspieszającej cyfryzacji i dynamicznych przemian kulturowych coraz częściej słyszymy o „konflikcie pokoleń”. Młodzi zarzucają starszym brak otwartości na zmiany, a starsi – że młodzież nie zna granic, nie ma cierpliwości i odcina się od tradycji. Te uproszczenia, choć krzywdzące, kształtują nasze postrzeganie drugiego człowieka – często zanim jeszcze zdołamy go poznać. Tymczasem prawdziwa solidarność międzypokoleniowa – oparta na szacunku i gotowości do dialogu – może być jednym z fundamentów silnej wspólnoty lokalnej.
Sądecczyzna, z jej wielopokoleniową strukturą społeczną, historią migracji, tradycją rodzin wielodzietnych i lokalnym patriotyzmem, wydaje się idealnym miejscem do budowania takiej solidarności. W wielu miejscach młodzież mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie dziadków lub pradziadków. Starsi spacerują z wnukami, spotykają młodych na przystankach, w kościołach, w sklepach. W teorii – żyją blisko. Ale czy naprawdę się spotykają?
Zdarza się, że rozmowy międzypokoleniowe sprowadzają się do poleceń, nieporozumień albo grzecznościowych fraz. Dziadek mówi wnukowi: „Kiedyś to było…” – a wnuk przewraca oczami i wraca do telefonu. Młoda dziewczyna pyta babcię o zdjęcia z dawnych czasów – ale ta nie wie, od czego zacząć i wstydzi się, że nie zna Facebooka. Każde pokolenie niesie inne doświadczenia i język – czasem dosłownie. Ale nie musi to oznaczać przepaści. Może być to przestrzeń do uczenia się od siebie nawzajem.
Starsze pokolenia mają często bezcenną wiedzę o historii lokalnej, o dawnych zawodach, zwyczajach, języku, który zanika. Potrafią też uczyć przez przykład: cierpliwości, wytrwałości, odporności na kryzysy. Młodzież z kolei wnosi świeżość, kompetencje cyfrowe, energię i umiejętność przekształcania marzeń w działania. Współpraca międzypokoleniowa nie jest utopią – wymaga tylko warunków i dobrej woli.
Na Sądecczyźnie nie brakuje placówek, które mogłyby stać się miejscem takich spotkań – biblioteki, domy kultury, szkoły, kluby seniora. Ale w praktyce rzadko kiedy projekt czy wydarzenie rzeczywiście łączy młodych i starszych. Organizatorzy zazwyczaj kierują swoją ofertę „dla młodzieży” lub „dla seniorów”, jakby te światy były od siebie oddzielone. Brakuje wspólnych aktywności, które mogłyby budować mosty. A przecież wystarczy czasem niewiele – wspólne gotowanie, pokaz filmów z komentarzem seniorów, warsztaty rękodzielnicze czy spotkania z lokalnymi bohaterami.
Warto również zauważyć, że współpraca międzypokoleniowa nie ogranicza się tylko do wspólnego spędzania czasu. To także poczucie wzajemnego uznania i wpływu. Czy seniorzy mają wrażenie, że są słuchani, że ich głos coś znaczy? Czy młodzi czują, że ktoś ich wspiera i przekazuje życiową mądrość, a nie tylko moralizuje?
Dlatego tak ważne jest, abyśmy dziś – jako społeczność lokalna – zatrzymali się na chwilę i wspólnie zastanowili nad pytaniem, które może stać się początkiem zmian.