Szkoła bez telefonu? Zakazy vs. zaufanie 

 

Temat telefonów w szkole wraca jak bumerang, także mowi się o tym w Nowym Sączu. Spór nie jest ciekawostką. W ostatnim czasie Sejm rozpoczął prace nad zakazem smartfonów w szkołach podstawowych, a tekst projektu trafił do komisji. Równolegle trwa rozmowa o tym, jak zapisać wyjątki i kto ma decydować o zasadach w praktyce. To już nie „dyskusja w komentarzach”, tylko realny proces legislacyjny, który dotknie także sądeckie placówki. 

Ministerstwo Edukacji zapowiada doprecyzowanie przepisów tak, by szkoły mogły wprost wprowadzać zakaz lub precyzyjne ramy użycia. Chodzi o jasne podstawy prawne dla statutów i regulaminów, a nie o zostawianie wszystkiego „uznaniu dyrektora”. W przekazie rządowym pojawia się też idea większej autonomii szkoły, czyli prawa do doboru rozwiązań pasujących do profilu placówki i wieku uczniów. To ważne dla miasta, w którym licea i technika pracują w różnych rytmach, a część uczniów dojeżdża z gmin ościennych. 

Zwolennicy zakazu mówią o ciszy na lekcjach, lepszej koncentracji i równości na sprawdzianach. Wskazują na kraje, które poszły tą drogą: Francja ma restrykcje od 2018 roku i zaostrza je organizacyjnie; podobne kroki wprowadzają kolejne państwa europejskie. Z danych międzynarodowych wynika, że około co czwarte państwo ogranicza smartfony w szkołach, przynajmniej w części etapów edukacyjnych. To argument, że „to się da zrobić” — pod warunkiem, że szkoła ma wsparcie rodziców i klarowne procedury. 

Przeciwnicy pełnego zakazu podnoszą, że dla młodych telefon to nie tylko rozrywka, ale również bilet, mapa, notatnik i szybki kontakt z rodzicem — szczególnie kiedy dojazdy do Nowego Sącza trwają godzinę w jedną stronę. Zamiast „zero–jedynkowo” wolą higienę cyfrową: strefy bez telefonu, obowiązkowe tryby skupienia, odkładanie urządzeń na czas lekcji, wyjątki do celów edukacyjnych. Ten kierunek wzmacnia odpowiedzialność i uczy samokontroli, ale wymaga konsekwencji całej szkoły i spójnych zasad między klasami. 

W praktyce część placówek już testuje twarde reguły — od włączania trybu offline po całkowity zakaz używania urządzeń na terenie szkoły zapisany w statucie. 

Ale jest także lokalny, sadecki kontekst. W Nowym Sączu funkcjonują szkoły o bardzo różnym profilu: humanistyczne, sportowe, techniczne, artystyczne. Inne są potrzeby klasy maturalnej, inne — pierwszej w technikum. Rodzice sygnalizują z jednej strony bezpieczeństwo, z drugiej — obawę przed „karaniem wszystkich za winy nielicznych”. 

Samorządowe media informują, że obok poselskiego projektu pojawiają się też propozycje, które zostawiają szkołom szerokie pole do własnych rozwiązań, ale w ramach jednolitego prawa. To może być kompromis: państwo określa ramy, a szkoła dopasowuje szczegóły, konsultując je z uczniami i rodzicami. 

Jak więc mierzyć skutki każdej z dróg? Zwolennicy zakazu oczekują mniej incydentów i lepszej uwagi na lekcjach; zwolennicy zaufania — dojrzałych nawyków, które przetrwają poza szkołą. Jedni ostrzegają przed „ucieczką w toalety” i obchodzeniem zakazów, drudzy — przed bańkami informacyjnymi i kulturą natychmiastowej gratyfikacji, jeśli nie nauczymy mądrego korzystania z technologii. Na końcu i tak liczy się to, czy zasady są przejrzyste, a egzekwowanie — sprawiedliwe

Decyzja w sprawie telefonów to de facto wybór między krótkoterminową dyscypliną a długoterminową edukacją cyfrową. Sądecczyzna może przetestować rozwiązanie, które łączy obie logiki: spokojna praca bez urządzeń na lekcjach, sensowne wyjątki, jasne reguły na przerwach i wspólna odpowiedzialność za ich przestrzeganie. 

Weź udział w sondażu i wskaż, którą opcję uważasz za lepiej dopasowaną do realiów sądeckich szkół. Krótkie uzasadnienie pomoże zobaczyć, jak myśli młodzież Nowego Sącza i okolic. 

0
0

Poprawa dostępności strony